Sezon grypowy w Polsce wciąż nie powiedział ostatniego słowa. Choć pierwszy wyraźny wzrost liczby zachorowań odnotowano jeszcze w grudniu, dane z kolejnych tygodni pokazują, że infekcji przybywa, a lekarze nie mają wątpliwości – apogeum może dopiero nadejść. Najbardziej niepokojące prognozy dotyczą drugiej połowy lutego, kiedy skala zachorowań może znacząco wzrosnąć.
Zima przyniosła mieszankę infekcji górnych dróg oddechowych. W gabinetach lekarskich dominują przypadki grypy, zapaleń zatok, COVID-19, a także innych wirusowych infekcji układu oddechowego. Zdaniem specjalistów na rozwój sytuacji wpływ miały święta, ograniczone kontakty społeczne oraz ferie zimowe, które chwilowo spowolniły transmisję wirusów. Po ich zakończeniu tempo zakażeń może jednak wyraźnie przyspieszyć.
Lekarze podkreślają, że tegoroczny sezon grypowy ma swoją specyfikę. Z danych Centrum e-Zdrowia wynika, że pierwszy wzrost zachorowań przypadł na połowę grudnia – wówczas notowano około 110 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców. To mniej niż rok wcześniej, gdy w analogicznym okresie wskaźnik przekraczał 200. Od początku stycznia sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. W trzecim tygodniu miesiąca liczba zachorowań wzrosła do około 130 na 100 tysięcy osób, a tydzień później sięgnęła już 270. Dla porównania, rok temu w szczytowym momencie było to ponad 360 przypadków, co – zdaniem lekarzy – może oznaczać, że tegoroczna kulminacja sezonu dopiero przed nami.
Objawy grypy pozostają charakterystyczne i zwykle dość gwałtowne. Chorzy skarżą się na wysoką gorączkę, bóle mięśni i stawów, silne dolegliwości ze strony gardła, kaszel, nocne poty oraz ogólne osłabienie. U części pacjentów pojawiają się także objawy ze strony układu pokarmowego, jednak w zdecydowanej większości dominuje obraz infekcji oddechowej. Choć w wielu przypadkach choroba ustępuje samoistnie po kilku dniach, rekonwalescencja bywa długa, a kaszel i uczucie zmęczenia mogą utrzymywać się nawet przez kilka tygodni.
W sezonie 2025/2026, zarówno w Polsce, jak i w innych krajach europejskich, dominuje nowy wariant wirusa grypy typu A(H3N2). Odpowiadał on za około połowę zachorowań notowanych w grudniu i charakteryzuje się wysoką zakaźnością. Nie oznacza to jednak automatycznie cięższego przebiegu choroby. Sanepid podkreśla, że u większości pacjentów infekcja ma umiarkowany charakter, jednak ryzyko powikłań pozostaje realne.
Grypa nie jest chorobą błahą. Może prowadzić do groźnych konsekwencji zdrowotnych, takich jak zapalenie płuc, angina paciorkowcowa czy zapalenie mięśnia sercowego. Na ciężki przebieg szczególnie narażone są osoby po 65. roku życia, dzieci do piątego roku życia, kobiety w ciąży oraz pacjenci z chorobami przewlekłymi – zwłaszcza sercowo-naczyniowymi, metabolicznymi i nerkowymi.
Lekarze od lat apelują o szczepienia przeciwko grypie, które pozostają najskuteczniejszą formą ochrony przed chorobą i jej powikłaniami. Mimo to zainteresowanie tą formą profilaktyki nadal jest niewystarczające. Choć w bieżącym sezonie zaszczepiło się ponad 2,24 mln osób – o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej – wciąż stanowi to zaledwie kilka procent populacji. Jeszcze mniej Polaków decyduje się na szczepienie przeciwko COVID-19, mimo że wirus nadal krąży i bywa przyczyną ciężkich infekcji.
Oprócz szczepień lekarze przypominają o podstawowych zasadach profilaktyki, które w czasie pandemii stały się codziennością, a dziś są coraz częściej ignorowane. Regularne mycie rąk wodą z mydłem, stosowanie środków dezynfekujących, unikanie bliskiego kontaktu z osobami chorymi oraz pozostanie w domu w przypadku wystąpienia objawów infekcji – to działania proste, a jednocześnie skuteczne.
Szczególny apel kierowany jest także do pracodawców. Obecność chorych pracowników w biurach typu open space sprzyja szybkiemu rozprzestrzenianiu się wirusów i prowadzi do masowych zachorowań. Odpowiedzialne podejście do absencji chorobowej leży w interesie zarówno pracowników, jak i pracodawców.
Lekarze zwracają uwagę, że społeczeństwo w dużej mierze wróciło do nawyków sprzed pandemii. Coraz częściej ignorowane są objawy choroby, rzadziej przestrzega się zasad higieny, a poziom wyszczepialności pozostaje niski. W efekcie obserwowany jest wzrost liczby infekcji – nie tylko grypy, ale także COVID-19, RSV i innych chorób układu oddechowego.
Najbliższe tygodnie pokażą, jak rozwinie się sytuacja epidemiologiczna. Specjaliści są jednak zgodni: ostrożność, profilaktyka i odpowiedzialne zachowanie mogą realnie ograniczyć skalę zachorowań i uchronić najbardziej narażone grupy przed ciężkimi konsekwencjami sezonu grypowego.

