Spadek sprzedaży piwa w Polsce to nie jednorazowa zadyszka, tylko kolejny etap dłuższego trendu, który branża obserwuje od kilku lat. W 2025 r. rynek skurczył się zarówno wolumenowo, jak i wartościowo, a jedyny segment, który wciąż rośnie – piwa bezalkoholowe – wyraźnie zwolnił. To zestaw liczb i wniosków, które padły podczas branżowej konferencji w Centrum Prasowe PAP, gdzie przedstawiciele producentów i analitycy rynku mówili wprost: 2026 r. może być równie trudny, jeśli dojdą kolejne obciążenia kosztowe i regulacyjne.
Rynek kurczy się kolejny rok z rzędu
W 2025 r. sprzedaż piwa w Polska spadła o 5,5 proc. wolumenowo oraz o 4,1 proc. wartościowo. To wpisuje się w trend spadkowy, który – jak wskazywano – utrzymuje się nieprzerwanie od 2019 r. Co istotne, słabsze wyniki dotknęły również miesiące letnie, czyli okres, w którym piwo zwykle nadrabia cały rok. Tym razem nie zadziałał ani sezon, ani pogoda, ani przyzwyczajenia.
Do tego dochodzą zmiany po stronie konsumentów: część osób ogranicza alkohol, część przerzuca się na inne kategorie, inni po prostu kupują mniej. W tym układzie samo podnoszenie cen nie rozwiązuje problemu, bo ceny mogą poprawić rachunek na krótko, ale nie zatrzymają odpływu wolumenu.
Lager traci najmocniej, wyjątki tylko punktowe
Największe spadki odnotowano w segmencie, który przez lata był kręgosłupem rynku: alkoholowe lagery. Tu sprzedaż obniżyła się o 6,8 proc. wolumenowo. Wzrosty? Są, ale raczej w niszach lub w segmentach, które nie są w stanie „unieść” całego rynku. Wśród rosnących wymieniano m.in. alkoholowe lagery smakowe oraz bezalkoholowe lagery i specjalności piwne.
W praktyce oznacza to, że rynek przestaje być jednolity. Konsument coraz częściej wybiera konkretny smak, styl albo wariant 0,0 – a „zwykły lager” przestaje mieć automatyczną przewagę wynikającą z przyzwyczajenia.
Dane z handlu: piwo ciągnie w dół cały koszyk
Na konferencji zwracano uwagę również na szerszy kontekst rynku FMCG. NielsenIQ podawał, że w 2025 r. wartość sprzedaży całego koszyka spożywczego wzrosła o 4,5 proc. r/r, ale po wyłączeniu piwa dynamika byłaby wyraźnie wyższa i wyniosłaby 5,6 proc. Innymi słowy: piwo, jako duża kategoria, obniża tempo wzrostu całego rynku.
W tej sytuacji trudno oczekiwać szybkiego odbicia tylko dlatego, że „zawsze tak było”. Jak mówił Marcin Cyganiak, zaskakujące jest nie samo to, że spadki się pojawiają, ale to, jak długo się utrzymują – i że wzrosty w 0,0 nie zdołały zrekompensować strat wolumenowych.
Mały handel pod presją: stawką jest rentowność sklepów
Szczególnie mocno w dyskusji wybrzmiał wątek tradycyjnego handlu. Sprzedaż piwa w Polsce wciąż w dużej mierze opiera się na małych sklepach i punktach osiedlowych. To kanał, który jako pierwszy odczuwa spadki, bo w dużych sieciach konsument częściej „dorzuci” produkt do koszyka, a w małym sklepie szybciej widać zmianę na paragonie.
Mieszko Musiał wskazywał, że w wielu niewielkich sklepach piwo potrafi odpowiadać nawet za ok. 20 proc. obrotu. Jeżeli spadki sprzedaży się pogłębiają, a jednocześnie pojawiają się pomysły regulacyjne ograniczające dostępność lub warunki sprzedaży, to dla części punktów może to być prosta droga do utraty opłacalności. W mniejszych miejscowościach ryzyko jest podwójne: spada obrót sklepu i jednocześnie rośnie presja kosztowa, której nie da się „rozsmarować” na duży wolumen.
Segment 0,0 rośnie, ale już nie rozpędza rynku
Piwa bezalkoholowe pozostają jasnym punktem, tylko że w 2025 r. wyraźnie przygasły. Sprzedaż tej kategorii wzrosła o 3 proc., podczas gdy rok wcześniej wzrost był dwucyfrowy. Polacy kupili ok. 2 mln hektolitrów piw 0,0, a wartość segmentu osiągnęła 1,823 mld zł – co przełożyło się na udział 8,1 proc. w wartości całego rynku piwa.
Z perspektywy polityki zdrowotnej ten segment ma dodatkowe znaczenie. Jak podkreślano, „zerówki” bywają realną alternatywą, która pomaga części osób ograniczać alkohol. Jednocześnie branża sygnalizuje problem narracji i dezinformacji wokół piw 0,0, co wprost przekłada się na tempo wzrostu.
Marka i komunikacja: bez tego 0,0 nie pojedzie dalej
W tle pojawia się jeszcze jeden temat: rozpoznawalność marek i możliwość komunikacji. Bartłomiej Morzycki zwracał uwagę, że w piwie marka nadal jest ważna – konsumenci sięgają po produkty znane, sprawdzone, o przewidywalnej jakości i smaku. Jeśli możliwości budowania rozpoznawalności są ograniczane, rozwój segmentów – zwłaszcza 0,0 – może wyhamować jeszcze bardziej, bo nowe produkty nie przebiją się do świadomości kupujących.
2026: koszty, regulacje i ryzyko kolejnych obciążeń
Na 2026 r. branża patrzy z niepokojem. Wskazywane ryzyka to przede wszystkim rosnące koszty produkcji i dystrybucji, presja regulacyjna oraz możliwość dalszych restrykcji fiskalnych, które mogłyby pogłębić spadkowy trend. Dla małego handlu oznacza to mniej obrotu i gorszą rentowność, a dla producentów – mniejszą przewidywalność rynku i trudniejsze planowanie inwestycji, w tym rozwoju kategorii NoLo.
Wniosek jest dość prosty, choć mało optymistyczny: 2025 r. okazał się dla piwa najtrudniejszy od dwóch dekad, a 2026 r. może być testem tego, czy rynek znajdzie nową równowagę. W tej układance rosnący segment 0,0 pozostaje ważny, ale nie wystarczy sam z siebie. Potrzebne są stabilne zasady gry – i takie decyzje, które nie uderzą rykoszetem w lokalne sklepy oraz regionalne biznesy.

