Zakupy w sieci stały się codziennością, ale bezpieczeństwo zakupów online wciąż pozostaje słabym punktem wielu konsumentów. Z raportu „E-commerce w Polsce 2025” przygotowanego przez Gemius wynika, że niemal 78 proc. z około 30 mln internautów w Polsce ma za sobą przynajmniej jeden zakup online. Zdecydowana większość wybiera polskie sklepy internetowe, choć aż 41 proc. zamawia również za granicą. Cyfrowa wygoda wygrywa, jednak wraz z nią rośnie skala zagrożeń – od manipulacji po zwykłe oszustwa.
Jeszcze kilka lat temu zakupy oznaczały wyjście do sklepu, obejrzenie towaru i chwilę namysłu. Dziś często wystarczy telefon i kilka minut na kanapie. Jak zauważa Daniel Mańkowski, wiceprezes Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, cyfryzacja uprościła życie konsumentów, ale jednocześnie stworzyła przestrzeń dla nieuczciwych praktyk. Szybkość i łatwość zakupów sprawiają, że decyzje podejmowane są impulsywnie, bez sprawdzania szczegółów, które jeszcze niedawno były oczywiste.
Wygoda wygrywa z ostrożnością
Dla Polaków najważniejszym argumentem za zakupami online pozostaje wygoda – brak kolejek, dostępność produktów przez całą dobę i często niższe ceny niż w sklepach stacjonarnych. Liczy się też szeroki wybór i komfort spokojnego porównywania ofert. Problem w tym, że ta swoboda bywa wykorzystywana przez sprzedawców działających na granicy etyki, a czasem daleko poza nią.
Jednym z najczęściej stosowanych mechanizmów są tzw. dark patterns – sposoby projektowania stron i aplikacji, które mają skłonić klienta do szybkiego zakupu. Fikcyjne liczniki promocji, komunikaty o „ostatnich sztukach” czy sugerowanie ogromnego zainteresowania ofertą to dziś codzienność. W globalnym przeglądzie internetu, w którym uczestniczył UOKiK, aż trzy czwarte badanych serwisów stosowało co najmniej jedną taką praktykę.
Fałszywe promocje i presja czasu
Jak wskazuje NASK w poradniku „Okazja czy pułapka?”, presja czasu to jedno z najskuteczniejszych narzędzi manipulacji. Oferty „last minute” i „tylko dziś” mają skłonić do natychmiastowego kliknięcia, zanim pojawi się refleksja, czy dany zakup jest faktycznie potrzebny. Do tego dochodzi granie na emocjach – strachu przed utratą okazji, niepokoju czy wykorzystaniu zaufania do znanych marek.
Coraz większym problemem stają się także typowe oszustwa. Fałszywe sklepy internetowe, łudząco podobne do prawdziwych platform sprzedażowych, mają jeden cel: wyłudzić pieniądze lub dane. Zespół CERT Polska działający w ramach NASK tylko w 2024 roku przyjął około 1,6 tys. zgłoszeń dotyczących fikcyjnych sklepów oraz blisko 14 tys. przypadków wykorzystania wizerunku znanych marek.
Dane, pieniądze i sklepy widmo
Obawy konsumentów nie są bezpodstawne. Badanie TrustMate.io i UCE Research pokazuje, że ponad jedna trzecia Polaków boi się kradzieży danych płatniczych lub środków z konta podczas zakupów online. Co czwarty obawia się, że zamówiony produkt w ogóle do niego nie dotrze, bo trafił na tzw. sklep widmo.
Eksperci apelują o podstawową weryfikację sprzedawcy przed zakupem. Warto sprawdzić, kim jest właściciel sklepu, gdzie ma siedzibę, jakie oferuje formy płatności i zwrotów. Opinie innych klientów, dane kontaktowe i jasne regulaminy wciąż pozostają najlepszym filtrem bezpieczeństwa.
Ukryty dropshipping – problem, który narasta
Osobnym zjawiskiem jest ukryty dropshipping, nazywany też fakeshippingiem. Sklep wygląda jak lokalny e-handel, tymczasem w rzeczywistości jest tylko pośrednikiem w imporcie towarów z Azji. Konsument dowiaduje się o tym dopiero wtedy, gdy musi zapłacić cło i VAT albo gdy próbuje zwrócić produkt, który znacząco odbiega od prezentowanego w ofercie. Jak podkreśla Grzegorz Miś, Powiatowy Rzecznik Konsumentów we Wrocławiu, brak jasnej informacji o takim modelu sprzedaży to realny problem prawny i konsumencki.
Święta sprzyjają błędom
Okres przedświąteczny to czas wzmożonych zakupów i… obniżonej czujności. Z badania Santander Consumer Bank wynika, że większość Polaków kupuje prezenty online właśnie w grudniu, głównie ze względu na wygodę, dostawę do domu i promocje. To także moment, gdy do rzeczników konsumentów trafia najwięcej pytań o zwroty i reklamacje.
Zasada jest prosta: przy zakupach online konsument ma 14 dni na odstąpienie od umowy bez podania przyczyny. W sklepach stacjonarnych wszystko zależy od dobrej woli sprzedawcy. Ta różnica wciąż bywa źródłem nieporozumień.
Wiedza wciąż kuleje
Eksperci są zgodni – Polacy świetnie radzą sobie z samą obsługą e-zakupów, ale znacznie gorzej z prawami i formalnościami. Braki w wiedzy sprawiają, że łatwiej paść ofiarą manipulacji lub oszustwa. Dlatego, zamiast działać pod presją, warto czasem odłożyć zakup na później, sprawdzić sprzedawcę i przeczytać kilka opinii. Kilka minut ostrożności może uchronić przed realną stratą pieniędzy.

